Kategorie
Sport

Bieg Katorżnika 2019

Niby już nie chcieliśmy, nie przygotowywaliśmy się…. A jednak pobiegliśmy kolejny raz! Drużyna kapitana spoko w identycznym składzie ja rok wcześniej stawiła się na starcie. Tym razem zaryzykowaliśmy i zapisaliśmy się na ostatnią godzinę. Szczerze nie polecam, bo trasa została przez poprzednie grupy dosłownie rozjechana/rozpaprana. Było naprawdę trudno, szczególnie w tatarakach pomieszanych z błotem, które w tej edycji wyjątkowo dały w kość. Próbując wydostać się stamtąd poznaliśmy jednego gościa z Częstochowy, który biegnąc później z nami i raz po raz uderzając piszczelami o przeszkody krzyczal z zachwytu „Coś pięknego”. Nie wiem czy to była adrenalina, czy masochizm, ale dzięki temu humor nas nie opuścił.

Kategorie
Sport

Bieg Katorżnika 2018

Do trzech razy sztuka – brzmi powiedzenie! Drużyna kapitana spoko spotkała się ponownie, tym razem w składzie 4-ro osobowym. Tym razem na starcie podzieliliśmy się na pary; szybsi – czyli mój przyjaciel ze swoim kuzynem, wolniejsi – ja (wiadomo), ale tym razem z bratem! Wystartowaliśmy i to była genialna zabawa… przez 2km. Brodząc w tatarakach nieopatrznie chwyciłem się jakiegoś badyla, który rozciął mi środkowy palec prawej ręki na wysokości pierwszego stawu. Krew się rozlała, zauważyłem białe ścięgna pod skórą i kość, ale pomyślałem że nie ma co odpuszczać – w końcu zapłaciłem! Z zaciśniętą ręką do góry zrobiłem ten bieg! A później SOR i te sprawy…

Kategorie
Sport

Bieg Katorżnika 2017

Biorąc udział po raz drugi, byłem już nieco doświadczony co do przebiegu trasy, przygotowania kondycji i zwracania uwagi na to, żeby nie skakać z mostu. Do naszej drużyny „Kapitan Spoko” wciągnąłem do zabawy szwagra i razem pobiegliśmy na 15km. Tym razem kondycja dopisała znakomicie i nie chwaląc się, kilka razy musiałem czekać na swoich kompanów. Nie zmienia to faktu, że kolejny raz zabawa była przednia i szczerze polecam każdemu!

Kategorie
Sport

Bieg Katorżnika 2016

Chwilowa przerwa od muzeów motoryzacyjnych spowodowała, że trzeba było wyznaczyć sobie inny cel na 2016 rok. Postanowiłem więc wkręcić się w sport, a że miałem do pomocy przyjaciela, który mnie uratuje, postanowiłem wziąć udział w mega szalonym biegu…. Biegu Katorżnika. Jak można się domyślić ze zdjęcia, z biegiem niewiele to miało wspólnego. Był za to pot, krew i kontuzja prawej nogi. Uderzając piszczelem w metalową obudowę mostu, skończyłem bieg z opuchlizną, zakażeniem i w konsekwencji z plamami pieniążkowymi. Ale dla tej adrenaliny było warto!